U mnie 13 dnia tego miesiąca było kilka dziwnych wydarzeń, zaczynając od koszmaru kończąc na maksymalnej wściekłości. Wstałam sobie ładnie rano, myślę sobie ah znudziły mnie już te brązowe paznokcie - coś z nimi zrobię. Poszłam sobie zrobić kawę. Wyciągam pudełko z lakierami i myślę. Panterka? Spróbowałam, choć tylko na jednym palcu, chyba nie tak to miało wyglądać, co dalej? Ombre! Wzięłam lakier h&m jasnobrązowy, gąbkę i robię - super, nawet jakoś mi to wyszło. Przeschło, nakładam lakier bezbarwny... Telefon ;/ Musiałam się ubrać i iść. Ubierz się ze świeżym lakierem, eh. Dobrze reszty historii oszczędzę. ;)
Przed ubraniem się zrobiłam dosłownie kilka zdjęć tego co zmalowałam. W nienaruszonym (jeszcze stanie). Później wiadomo porobiły się zagniecenia na lakierze :(
Foto mojego udanego(?) ombre?
Co sądzicie o odświeżaniu lakieru w taki sposób (malowanie wzorów, itp)?
Pozdrawiam ;)